Opens in a new tab

A selection of Polish poems

Translated by Jakob Ziguras

Hölderlin

by Aleksander Wat

I lift the black lid of the harpsichord
and break all strings but two. My final show—
I strum two strings but never in accord:
upon one YES, upon the other NO.

To Her Unchangingness—my awful YES;
for you my “Nein, Altesse,” unchangingly.
What say I? From dark leaves the serpent eyes—
Scardanelli, avec humilité.

Empedocles was my exemplar—not
some kingly wisdom, prophet’s vain repute—
I leap, bareback on madness, into hot
Etna to prove that I am absolute.

Ravines and mountains absent any track!
The roads unending and entangled weave!—
where one can flee, or join, the Hunter’s pack;
where one can rule or be the lowest slave.

Poetically upon this earth we dwell;
so let us tend it humbly, without glamour:
the lowly Neckar, summer’s highland dell,
winter at stove-side, a song by Lotte Zimmer.

Within chimeric forms to scribe the soul
is mad. Cities on the Euphrates wither!
The Alpine path is blank! The heavenly all
gone from the dwelling
of the carpenter.

“I have enjoyed this pleasant world’s array.
How long ago the youthful hours fled!
Now April’s gone, summer has hidden away.
I barely live, and wish that I were dead.”

The birds depart, forming a tired key,
when golden bells announce that it is time.
All things portend, but unpropitiously.
All roads are errant. Night descends to rhyme.

Owls garland firs. The wind that moves
upon dark waters’ glass
Diotima,
has lined your face. The bonfires’ smoky swathes
enfold me. Fifes! I’ll march all night. No star.

Hölderlin
– Uniosłem klawesynu wieko czarne
i struny rwę. Aż pozostaną dwie.
Ja na tych dwóch swój koncert pożegnalny
na jednej – TAK, na drugiej zagram NIE.

TAK – w zachwyceniu śpiewem Nieodmiennej,
a dla was zawsze: Nein, Altesse.
Gdy patrzy na mnie wąż w zarośli ciemnej,
co ja? – Scardanelli, avec humilité.

Że wzorem życia był mi Empedokles:
nie mądrość króla, ani wieszczka próżność –
jak w Etnę on, na obłęd skoczyć oklep,
uwierzytelnić swą nieprzynależność.

I w nieprzekraczalne góry i parowy!
I w niedocieczone sploty dróg!
Gdzie zbiec przed Łowca, gdzie biec na Łowy,
Gdzie władcą być, gdzie ostatnim z sług.

– Poezja gospodarzem ziemi, zatem
Gospodarujmy skromnie i bez chimer:
Pod tobą Neckar, spacer w regle latem,
Zimą przy piecu, piosenka Lotty Zimmer.

Szalony, kto by w sens i w kształt
Chimery myśli i serce wkreślił.
Eufratu grody puste! Pusta droga z Alp!
I nie ma, nie ma
niebian w domu cieśli.

–“Powaby tego świata dawno już strawione
I radość młodych lat – od lat! od lat! Stracona.
Już kwiecień minął, lato już się skryło.
I ledwo jestem, i żyć mi niemiło.”

Zmęczonym kluczem odlatują ptaki,
Gdy złoto dzwonu czas obwieszcza im.
Ja wszędzie widzę złowróżebne znaki,
Drogi są błędne, noc zstępuję w rym.

Girlandy sów na jodłach, wiatr
Na ciemnym lustrze wód namarszcza twoją twarz,
Diotymo
Spowiną dymy mnie z porozpalanych watr.
Wołają fajfry mnie na długi nocny marsz.

Unbelief

by Bolesław Leśmian

I now see nothing as I nod,
as dread in silence wades.
The sun is lost in foothills; God
among the birches fades.

Eyes forfeit the contracted rose,
within a trembling vale.
Where does this world stray when it goes
from vision’s pale?

Is this spell—when lashes fall
on each blinking sun—
weary of these tears that chill,
among the shades undone?

Or does it flee mirage and hue,
resting at sleep’s door,
and raise in timeless cold anew
a face unlike before?

No, as always it dwells near—
mortal, lush—to keep
vigil beside your faithless fear,
and your watchful sleep.

Niewiara
Już nic nie widzę — zasypiam już
W ciszy i w grozie.
Znika mi słońce w załomach wzgórz,
Bóg znika — w brzozie...

Ginie mi z oczu umowny kwiat
W chwiejnej dolinie.
Gdzie się podziewa ten cały świat,
Gdy z oczu ginie?

Czy korzystając z tego, żem zwarł
Rzęsy na mgnienie, —
Znużony dreszczem i łzami czar
Znicestwia w cienie?

Czy wypoczywa od barw i złud
Popod snu bramą,
Wznosząc boleśnie w wieczność i w chłód
Twarz nie tę samą?...

Nie, nie! Przy tobie, jak dawniej, trwa
Śmiertelny, bujny!
Jest tu, gdzie zgroza, niewiara twa
I sen twój czujny!

Downfall

by Bolesław Leśmian

Once it did seem that from a formless gate
I leapt, impalpable and free of fate,

into the world, blunting the augur’s knife—
to dream my story and to cobble life;

to have, day by day—slowly, unwillingly—
my bad dreams weave a hidden destiny;

that ages must pass before the darkness sees
my face among the flowers or the trees . . .

I know its rustle now, that ill, nearby,
much easier to bleed than pacify.

Fog read my palm . . . The shadow whispered, hailed,
before the blow was struck, salvation failed.

I called for help—it happened in a flash;
as if the wound came first, and later, later—flesh.

Between myself and downfall no time passed—
gone where all the hours, before I was lost.

Klęska
Dawniej mi się zdawało, żem z mroków chaosu
Wybiegł w świat — niepochwytny i wolny od losu.

Że najtrwalszy ze wszystkich przywidzeń i dziwot —
Sam o sobie śnię powieść—sam klecę mój żywot.

Że powoli, niechętnie i niepostrzeżenie
W złych snach mi się z dnia na dzień — ciuła przeznaczenie.

że musi upłynąć bardzo dużo czasu,
Nim mrok pozna mnie w kwiatach, lub stwierdzi śród lasu...

Dziś wiem, że w zło się trzeba, jak w szelest, zasłuchać, —
Że je łatwiej wykrwawić, niźli udobruchać.

Mgła mi z ręki wróżyła... Pamiętam szept cienia...
Nim cios we mnie uderzył — wprzód zbrakło zbawienia.

A gdym wołał o pomoc — tak nagle się stało,
Jakbym najpierw miał ranę, a później — to ciało...

Bo między mną a klęską — żaden czas nie płynął, —
I nie było tych godzin, gdym jeszcze nie zginął..

Gloom on the Stairs

by Bolesław Leśmian

Gloom lies on the stairs. An empty house. 
No one’s able to help anybody else.
Powder covers all your footprints now,
grief has lost itself within the snow.

In this snow one must now have faith,
and oneself in this snowfall swathe,
with this shadow wrap oneself in shade,
let what is unsaid here stay unsaid.

Mrok na schodach
Mrok na schodach. Pustka w domu 
Nie pomoże nikt nikomu.
Ślady twoje śnieg zaprószył,
Żal się w śniegu zawieruszył.

Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
I tym śniegiem się ośnieżyć -
I ocienić się tym cieniem
I pomilczeć tym milczeniem.

Beside a Pond

by Leopold Staff

Upon unmoving water, calm
in a smooth looking-glass azures.
The pond, unseeing, by the gleam
made blind. And nothing now occurs.

Out of the blue, the liquid pane
breaks in spouting drops a dark
fish shot up, from depths, to sign
a silent exclamation mark.

Nad Stawem
Cisza na wodzie nieruchomej
Gładkim zwierciadłem błekitnieje.
Staw jest od blasku niewidomy:
Oślepł. I nic się już nie dzieje.

Nagle rozpęka wody szyba
I w kropel wytrysk się przemienia
To wystrzeliła z głębi ryba:
Wykrzyknik własnego milczenia.